poniedziałek, 10 stycznia 2011

Epilog

no i juz parę dni po powrocie. Poranki pustego centrum kiedy wszyscy gdzies gnaja, nikt sie nie usmiecha, nie widac radosci tylko jakis taki pospiech i pogon za nie wiadomo czym. Ja wiem ze pogoda, klimat itd...ze nie da sie tu inaczej....ale czy trzeba byc do konca obiektywnym i poprawnym. Troche warto pomarzyc i pobladzic myslami gdzies daleko.

Jak zwykle linie lotnicze zapewniaja nam niespodzianki...od Jetstara w Wietnamie gdzies tak naprawde przez przypadek i pytanie Agnieszki o to czy mozna poleciec wczesniej sprawilo ze noc zamiast w Sajgonie spedzilismy w samolocie a potem poczekalismy do rana na lotnisku w Hanoi. Potem szybkie znalezienie pokoju, aklimatyzacja do temp. o 15 stopni nizszej, odebranie plecakow z depozytu. Ostatnie zakupy, ostatnie wloczegi po miescie.

Oczywiscie Aeroflot zapewnia nam ponownie atrakcje. Z opoznieniem wylatujemy z Hanoi, spozniamy sie na zaplanowany lot do Warszawy, i zalapujemy sie dopiero na nastepny. Oczywiscie bagaze zostaja w Moskwie i do domu przyjedzaja z opoznieniem. Ogolnie jak widac w tym wyjedzie nasze bagaze radza sobie dosc dobrze same, niektore tkwily sobie w Hanoi, inne bardzo polubily Moskwe i zostawaly tam na dluzej.

I znowu Poznań...ale do Wietnamu trzeba wrócić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz