Do Halong malo kto trafia. Bo wiekszosc ludzi dociera tutaj bezposrednio z wycieczkami organizowanymi przez biura w Hanoi. I stad wszyscy wsiadaja na statki ktore potem ruszaja na Halong...weekend nadszedl bo tak to bylo tutaj calkiem spokojnie. Dojechalismy lokalnym autobusem. Nie ma jak przygoda ;) wiec chcieli wziac od nas troche wiecej kasy choc wiedzielismy ile ma to kosztowac. Az w koncu jakas Wietnamka ktora mowila dobrze po angielsku powiedziala mi "ok, oni dadza wam bilety po tyle ile chcecie skoro znacie cene". Autobus mial nawet klimatyzacje, ale my klimatyzacji nie lubimy. Autobusow w Wietnami jest mnostwo, ale nasz byl chyba bardzo przyjazny bo pomocnik kierowcy przed kazdym przystankiem badz miejscem wygladajacym jak przystanek podjezdzajac otwieral drzwi i krzyczal czy ktos jest zainteresowany jazda. Czasem ktos wsiadal, czasem ktos wysiadal, kiedy stawalismy mile panie wskakiwaly i oferowaly rozne rzeczy do jedzenia. Jeden koles sprzedajacy chleb myslal ze trafil na pare bogaczy z zachodu ktorzy nie rozrozniaja cyferek ;) na Dongach- ale sie przeliczyl kiedy mial duze problemy z wydaniem reszty ;). I tak sobie jechalismy wesolym autobusem z milionem przystankow. Wietnam za oknem sie zmienial, pojawialy sie pola ryzowe, palmy i jakies ostance na horyzoncie. Jechalismy duzo dluzej niz opisuje to przewodnik ale dotarlismy na miejscie.
Halong to taki tutejszy kurort, rozdzielony rzeka na 2 czesci. Nad brzegami rozpiety duzy most wiszacy na ktory sie wdrapalismy (na most mozna tez wjechac extra winda) zeby obejrzec widok z gory i porobic zdjecia. Most to dzielo chinczykow w ramach przyjazni bratnich narodow. Poza tym to kilka lux hoteli, mnostwo mniejszych i malutkich, domy, skutery, niestety brak rowerow do wypozyczenia. Po mniej turystycznej stronie jest port, chyba stocznia a i gdzies tam dalej na adzie kopalnie wegla. Wiec mozna sie posnuc, porobic zakupy na rynku, sprobowac jedzenia w knajpach, zarezerwowac rejs na Halong itd. Jest duzo cieplej nic w Sapa, duza wilgotnosc. Wczoraj trafilismy na fajna impreze przy plazy gdzie ludzie tancuja do upadlego przy lambadzie, makarenie itd. I trzeba przyznac ze niezle im to wychodzilo. Tym bardziej ze nie bylo tak jak u nas picia do upadlego.
I my tez mamy zamiar zobaczy zatoke Halong....od srodka...
A macie akcenty swiateczne? Skosne mikolaje? Wietnamskie Jingle Bells? Plastikowe choineczki?
OdpowiedzUsuńchoinka stoi za plecami (hotel w Ninh Binh)...w Hanoi choinki daje sie zauwazyc, stoja tez dziadki mrozy ;) i przy jakis lepszych marketach, centrach wygrywaja te wszystkie magiczne melodie
OdpowiedzUsuń