poniedziałek, 27 grudnia 2010

Swieta, swieta i Sajgon

Jest 17ta, ponad 30 stopni w cieniu, chowamy sie przed upalem w kafejce internetowej! Czas w Dalat minal ekspresowo, jest co opowiadac i garsc zdjec bedzie, tymczasem, jako ze bateria aparatu sie laduje i zdjec publikowac nie moge, kilka slow o tym co tu i teraz!
Sajgon! Skojarzenia z nazwa tego miasta budzily niepokoj, przynajmniej u mnie, Michal gustuje w halasie i chaosie ;-) A jednak i pomimo i wbrew wszystkiemu: populacja 8mln ludzi, 5mln motocykli (liczba stale i szybko rosnie), ruch uliczny bardzo wietnamski, bialych sporo, spokoju zero... Saigon pokochalismy!
Jest to najprzedziwniejsza mieszanka przepychu i ubostwa* jaka kiedykolwiek widzialam. Pod oszklonymi drapaczami, hotelami-palacami i witrynami Armaniego i Versace tlocza sie uliczni sprzedawcy ryzowych nalesnikow wypiekanych na chodniku, Pani nasypuje lod do plastikowego kubka i zalewa kawa z kotla, obok stoisko produkcji kanapek z sadzonym jajkiem, obok owoce i soki, i ryzowe zawijance w lisciach bananowca... a tuz obok wielki gmach opery i katedra Notre Dame! A noca... Noca to dopiero szalenstwo! Miasto jest jednym wielkim, gigantycznym, widocznym z ksiezyca rachunkiem za prad! Ulice pod baldachimem z lampek, kazdy budynek razi, kazde drzewo jak choinka... wszystko, doslownie wszystko sie swieci! A w tym wszystkim, chmara, ocena rozswietlonych motocykli, a na placu festyn, dzieci biegaja za podswietlanymi zabawkami, gra muzyka, wystepy taneczne... a potem idziemy dalej, park pod katedra wypelniony mlodzieza, siedza na kawalkach tektury na wszystkich dostepnych kraweznikach i na srodku chodnika, w parach, w grupkach, gromadach, jedza drobne przekaski, pija kawe z plastikowych kubkow, rozmawiaja, ciesza sie czasem, pogoda, spotkaniem! Atmosfera jest tak gesta od pozytywnej energii i zycia, ze trudno to objac rozumem!! No wiec tez usiedlismy na krawezniku, chlonelismy ta atmosfere i gralismy w szachy! Aura tego miasta to atmosferyczne dzielo sztuki!
Ufff, to sie wyrazilam ;-)

* ubostwo? - brak mi wyrazu, Pani siedzacej na chodniku z koszem owocow, albo poczkami, albo kanapkami daleko do iles-tam-gwiazdkowej restauracji, ale jej oferta jest o niebo lepsza, naturalna i pyszna! A atmosfera tej wielkiej ulicznej jadlodajni bezcenna! Moze to skrzywienie turysty z Europy... ale to pozorne ubostwo jest przebogate pod kazdym wzgledem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz