Na dzisiaj zaplanowalismy zajecia w podgrupach. Kiedy Aga "rozbijala" sie skuterkiem po Hue, ja postanowilem wybrac sie na wycieczke w okolice dawnej strefy zdemilitaryzowanej (DMZ).
Zabrany o 6 rano z hotelu, dostarczono mnie na sniadanie a potem w kilkanascie osob udalismy sie na polnoc do Dong Ha po przewodnika...celem wycieczki bylo obejrzenie z bliska lub z daleka pozostalosci po bazach amerykanskich, inne wojenne miejsca oraz na koniec tunele Vinh Moc. Wycieczka dla fanow historii...
Zaczelo sie....tam tam dadadadammm dadadadam dam...tak w wyobrazni powinny brzmiec tutaj dzwieki zajawki "Sensacji XX wieku" a zza krzaka w dzungli powinien wyskoczyc Bogus Woloszanski w swojej niesmiertelnej czarnej skorze i zaczac opowiadac o Wietnamie. No niestety...wietnamski odpowiednik Bogusia ma dlugie czarne wlosy, wielkie sarnie oczy i mowi bardzo ladna angielszczyzna...jak sie nie ma co sie lubi....
Autobus sie toczyl slawna Highway 9, pani opowiadala ciekawe historie. Obejrzelismy skaliste wzgorze gdzie byla "Rockpile" - baza obserwacyjna na ktora dostep byl jedynie z powietrza. Potem inne wzgorza gdzie do dzisiaj widac roznice gdzie uzyto napalmu, agenta "Orange" i buldozerow do przygotowania terenow. Nastepnie pomnik upamietniajacy legendarny szlak Ho Chi Minh`a. Potem malownicze serpentyny wsrod domow na palach, dookola zielone gory, granica z Laosem coraz blizej. I zajechalismy do Khe Sanh. Za wiele tam dzisiaj nie zostalo, jednak do dzisiaj sa pozostalosci bunkrow (niektore z nich odtworzono) helikoptery, czolg, niezla ekspozycja (choc warto sobie poczytac wczesniej co tam bylo). I do dzisiaj jest niezarosniety pas startowy...Ktory dla turystow znowu zostanie pokryty znowu tak charakterystycznymi dla niego blachami. Dla mnie jako milosnika historii milo bylo pojawic sie tam osobiscie.
Po obiedzie ruszylismy na polnoc, kolejna reszta bazy marines z zardzewialym czolgiem. Potem pomnik kobiet walczacych w tej wojnie, nastepnie zrekonstruowany posterunek sil miedzynarodowych ktore w pewnym okresie nadzorowaly porzadek w DMZ (razem z Kanadyjczykami i Hindusami na poczatku lat 60 stacjonowali tam Polacy. Przewodniczka opowiada o wszystkich zawirowaniach zwiazanych z DMZ przez lata wojny, autobus przemyka wsrod plantacji kauczuku...i na koniec tunele Vinh Moc.
Zdziwily mnie pozytywnie...ta sa tunele cywilne i nie czas tutaj przytaczac ich historie. Okazuje sie ze wszystkie wioski dookola mialy takie systemy. Bardzo ladna wystawa z makietami, zdjeciami i przedmiotami pokazujacymi codzienne zycie. Teren ladnie przygotowany, 3 poziomy tuneli sa dostepne (dla nas byly 2 bo ze wzgledu na duzo deszczy ostanio 3 poziom byl zbyt mokry. Kilkanascie wejsc, na powierzchni odtworzone okopy, pozostawione leje po bombach, wszystko w ladnym bambusowym zagajniku. Niektore wyjscia prowadza na sama plaze. Tunele wykopane recznie w plastycznej glinie, wytrzymywaly bez problemu bombardowania klasycznymi bombami. W srodku korytarze, komory mieszkalne, kuchnie itd.Zaskoczylo mnie ze takie miejsce w Wietnamie moze byc calkiem porzadnie przygotowane dla turystow....hehe teraz czas zwiedzic tunele Vietcongu Cu Chi w delcie Mekongu.
Powrot do Hue wzdluz morza z ciekawym patentem na nieuzywanie mostow. Zamiast mostow wszystkie brody i przejazdy sa umocnione betonowymi plytami. Kazdy z nich ma wodowskaz, i przejezdze sie ot tak przez wode majac na uwage jej poziom...heh Wietnamczycy potrafia zaskoczyc.
Po powrocie poszlismy sobie powloczyc sie po Hue...trzeba przyznac...spokojne i bardzo ladne miasto...ja im troche zazdroszcze...nabrzeza tak ladnie zrobione ze my w Poznaniu nie doczekamy sie jeszcze przez milion lat pewnie takich...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz