Pojechalismy 27 km w jedna strone do Phat Diem zobaczyc katedre...pogoda nie zachecala ale zakamuflowanie sie w wietnamskie stroje rowerowe (pelerynka moja + kapelusz i koszula Agi) pozwolily nam zmierzyc sie z wietnamskimi drogami i bezdrozami. Asfalt raz jest...raz nie ma (akurat w srodku jakiegos wiosko-miasteczka). Zamiast niego pojawila sie fajna szutrowo blotnista droga ktora zostawila na nasz i naszych rowerach slady. Sensacje wzbudzalismy, bo chyba na tej trasie wielu bialych rowerzystow sie nie spotyka. W tej okolicy duzo katolickich kosciolow, prawie jak u nas co wioska to kosciol. Katedre obejrzelismy (fajne polaczenie stylu europejskiego z dalekowschodnim). Po drodze obiad w przydroznej knajpie...tradycyjna Pho Bo (z miesem roznistym) i dalej powrot.
I w nocy autobusem dostalismy sie do Hue...niestety deszczowego Hue...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz