Nie ma miejsca i czasu, zeby wszystko opisac, a i tak najlepsze dzieje sie tu "za kulisami" turystycznych atrakcji. Niby drobne, a jednak zapadajace w pamiec. Podjezdzamy na sniadanie, Michal je zupe pho bo! Pan sie usmiecha, ja wyjadam pedy bambusa podawane na osobnym talerzyku... (pozniej okazalo sie, ze te pedy do zupy sie wrzuca, ale jako przystawka byly rownie fajne! No i Michal nie zalal ich ostrymi sosami, wiec moglam wyjadac :-) Pan za swoja mala oszklona lada sie usmiecha, pokazuje na pedy - czy nie chce osobnej porcji tego dodatku? Nie chce, ale jak milo! A Michal dostaje na pozegnanie rzadko spotykana monete 5000 dongow!! Pan macha, odjezdzamy, niby nic, a jednak cos!
Jedziemy dalej. Kawa! Zatrzymujemy sie w malutkiej otoczonej zielenia kawiarence. Stare drewniane krzeselka, kilka parasoli i kuchnia - 2m kwadratowe, na przygotowanie napojow. Pani wychodzi, usmiecha sie. Ja zamawiam - raz ca phe poprosze i raz pepsi. Proste zamowienie, ilosc na palcach, ca phe powiedzialam przeciez po wietnamsku;-), a pepsi - haslo miedzynarodowe! Po chwili Pani przynosi 2 mrozone kawy i 2 zielone herbaty! Czyz to nie cudowne jak poradzila sobie z watpliwosciami do zamowienia? Zadnych pytan, dala co poleca najbardziej! I cudownie, bo w zasadzie zapomnialam, ze mrozona moze byc! No a ze pepsi nie bylo... coz za problem, pepsi w Polsce bedzie, hehe. Latwo mi mowic, bo w koncu ja wypilam prawie 2 kawy i duzo herbaty! Dookola stolikow zbiornik wodny, Pani z usmiechem pokazuje gdzie pochowaly sie ryby, europejskie hity disco specjalnie dla nas puszcza:-) szalalalala in the morning... wszystko z masa ponadkontynentalnej serdecznosci! Wspolny jezyk przestaje byc konieczny!
Ktos mi powiedzial, ze ludzie tu sa nieprzyjemni! Nieprawda, nieprawda i jeszcze raz nieprawda!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz