czwartek, 16 grudnia 2010

Mile Panie... w 3 aktach

Akt 1 - Ambaras
Czy wspominalam, ze dostalam powazna wietnamska bure za zabrudzenie roweru?! Otoz musze dodac, ze drugiego dnia rowerowego... rower mi sie przez przypadek przewrocil i z koszyka na kierownicy zrobily sie nagle dwa zupelnie nieprzydatne kawalki plastiku! Ja cie krece! Oczami wyobrazni widzialam Pania od rowerow i slyszalam jej donosny skrzeczacy glos na ten widok! Bardzo bardzo nie chcialam wizji tej przeniesc do rzeczywistosci! Az balam sie wracac! Ale! W koncu, jest przeciez nasza przemila Pani od biletow autobusowych, ta sama, ktora zabrala mnie ostatnio na owocowy targ!

Akt 2 - Pani Chung

Podjechalismy po drodze, pokazuje koszyk, tlumacze, ze teraz ambaras, ze pewnie bede musiala za to zaplacic, nie wiem ile... i tak dalej! Jej reakcja byla szybka! Lubie! Ok, kupimy nowy koszyk! "Ty czekaj tu" - zwrocila sie do Michala (biedny Michal, zawsze musi pilnowac naszych gratow i jej agencji jak ja z nia sie rozbijam motorkiem po miescie :-) "a ty ze mna motocykl". No i pojechalysmy! Lubie jezdzic motocyklem! Pod sklepem otrzymalam kolejna porcje instrukcji w jej przecudnie podstawowym jezyku angielskim: "Ty czekaj tu, oni cie widza, byc drozej" Ha! Pewnie! Jako bialas w Wietnamie od ponad tygodnia wiem cos o tym! Chwila moment i koszyk kupiony, cena - 1 dolar! Glowe daje, ze skasowaliby mnie 10 razy wiecej i i tak bym sie cieszyla, ze moglo byc gorzej! Reszta poszla rownie gladko - Pani Chung wziela rower, wziela koszyk i za 70gr zalatwila usluge zamontowania, 5 min i bylo po krzyku, rower brudny bardziej niz poprzednio, ale za to z jakim slicznym koszykiem!

Akt 3 - Pani od rowerow

No to pedem, zeby na czas rower oddac! O koszyku ani mru mru, moze nic nie zauwazy, zreszta, i tak nie potrafie wytlumaczyc jej ze sie przewrocil, pekl, ze pani Chung kupila nowy, ze zamontowali... wiec lepiej ani mru mru! Pani skupila sie na stanie czystosci! Wiec ja jej ladnie po polsku wyjasniam, ze wiem ze brudny, ze to wina stanu drog, nie moja, ale i tak mi przykro, wiedzialam, ze ja to zmartwi i jak mi pozyczy wiadro wody i scierke to wyczyszcze i bedzie sliczny! Ona swoje po wietnamsku, nie wiem dokladnie co, ale wiadra z woda pozyczyc nie chciala... 5 min trwala polsko-wietnamska wymiana pogladow na temat czystosci... w koncu Pani od rowerow sie zasmiala, chyba z bezsilnosci swojej i mojej, machnela reka, powiedziala cos co brzmialo jak: "Dobra, idz juz blondie, bo slow szkoda!" No wiec poszlam!

Czyz wietnamczycy nie sa wspaniali??!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz