Oj dzialo sie!! Dziekuje Iza za wizualizacje miejsca, u nas tutaj tak to nie wyglada niestety! W zasadzie nie wyglada w ogole, Sapa we mgle, gory w chmurach, deszcz, zimno, wiatr i widocznosc na ok 10m! Cos sie tam dzisiaj przejasnia, ale wczoraj - wczoraj bylo mleko! Nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem?! ;-) I tak bylo ciekawie!
Z braku widokow na widoki wysokogorskie wybralismy sie po prostu przed siebie, przecielismy wioske Cat Cat gdzie za 1usd mozna UDAWAC ze odwiedza sie zyjace dziko w dalekich wietnamskich wyzynach plemie H'mongow! Odwiedza sie za to skonstruowana na potrzeby bialego turysty wioske gdzie mieszkanki udaja wyrob toreb i innych tekstyliow, ktore zapewne sprowadzane sa z najtanszego bazaru w stolicy... Na szczescie, wioske przecielismy i powedrowalismy dalej... a tam... prawdziwe gorskie wioski... dzieciaki biegajace po blocie, zadziwnione najwyrazniej naszym widokiem, cala wioska zgromadzona przy naprawie jakiegos domostwa - kobiety przerzucaly piasek, mezczyzni siedzieli dookola!! Psy, woly, kury, kaczki na tych wszystkich polach ryzowych, polnagi, umorusany chlopczyk, wsrod tych psow i wolow z ladowarka do telefonu... szlismy sobie jedyna najszersza sciezka przez te wioski... az doszlismy do punktu ktory nijak nie pasowal nam do mapy!! No i zaczela sie zabawa w wybieranie sciezek, skrzyzowanie blotne, 4 strony swiata, sciezki wszystkie tak samo slabo wydeptane... prosto? w prawo? Podjelismy kilka intuicyjnych decyzji i ruszylismy w gore pol ryzowych wspinajac sie na tarasy... zimno, mgla, pada... a mialo byc tak pieknie! W gore? Doszlismy do rzeki... przeskoczyc po kamieniach da rade... ale czy to na pewno tedy!? Zmrok niedlugo! Zimno, mokro, bloto, szaro, mgla... pieknie!
Nahle! Ktos cos wola! Po wietnamsku! Tradycyjnie ubrany, chudy, bosy H'mong! Macha rekami we wszystkich kierunkach wymieniajac nam gdzie co lezy... tyle, ze my rozumiemy tylko Sapa, a to jest tam skad przyszlismy, a my nie chcemy isc z powrotem ta sama trasa... Macha, nazywa kierunki i chichocze prezentujac wszystkie ubytki! No ale co to dla nas, kilka slow po polsku, kilka po angielsku, udawanie motoru jako synonimu drogi i cywilizacji, kilka palcow i machniec z jego strony i dogadalismy sie - on nam posluzy za przewodnika, naturalnie za jakas oplata! No wiec zimno, mokro, pada, krzaki, dzungla, bloto, mgla i chmury, bosy H'mong i my za nim! Ale mial tempo! H'mong pedzi przed siebie skaczac po obloconych kamieniach i korzeniach, uderza co chwile w zarosla, czyzby odstraszal weze? My za nim, wolniej i zmachani! Niczym Frodo i Sam za Smeagolem! Rewelacja! Dotarlismy do drogi! Ah, co za ulga, to teraz tylko 13km droga i Sapa! Zimno, pada, mgla... pieknie! Bez cieplych plynow, bez kanapek, zmeczeni... oj, jakby sie udalo motocykl jakis zlapac! Po kilku probach targowania i przedreptaniu niechetnie 4km, nasza pozycja negocjacyjna osiagnela dno! Wszystko jedno za ile, byle do domu! Na cale szczescie jazda motorkiem sama w sobie byla tak fajnym przezyciem, ze mozna koszt poniesiony zaliczyc nie tyle na poczet transportu, co atrakcji miejscowej! Bardzo warte! Tyle, ze zimno, pada, mgla, bloto... wieje na motorze okrutnie... temperatura w nocy pewnie ok 0 stopni, a tu o ogrzewaniu nikt nie mysli... na dworze zimno, w knajpach zimno, w hostelu zimno, gdzie ten pieknie upalny Wietnam?
Jedziemy go dzisiaj poszukiwac!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz