Wrocilismy do Hanoi z przygodami, czyli zostalismy wyrzuceni z naszego lux-autobusu na dworcu autbusowym na obrzezach, nie za bardzo wiedzac gdzie jestesmy. I z dwojka innych zachodnich wedrowcow zrzucilismy sie na taxi do centrum. Szybkie przepakowanie sie w hostelu,i poszlismy spacerem na dworzec autobusowy.
Hanoi o poranku to zupelnie inne miasto...o wiele ciszej, spokojniej, ludzie jedza sniadanie na ulicy. Ale najlepsze czekalo nas kiedy doszlismy nad jezioro. A tam...mnostwo ludzi, szczegolnie starszych cwiczacych, rozciagajacych sie na ile im zdrowie pozwala. Cwicza w grupach Tai-Chi, spaceruja pojedynczo, cwicza sklony i przysiady przy lawkach...cos niesmowitego. Gdzies dalej grupka kobiet cwiczy aerobic i inne fikolki przy szybszej muzyce, inni graja w badmintona czy zoske. I gdzieniegdzie przemknie biegnacy bialy turysta... i jak sobie tak pomysle o Poznaniu o poranku. To dwa inne swiaty...ten tutejszy urzeka odmiennoscia i pogodnoscia...
lokalnym autobusem dostalismy sie do zatoki Halong...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz