Cytat podpulkownika Kilgore`a nie bardzo pasuje do tego rejonu. Sekcja plazowa postanowila zadzialac tym razem w Azji poludniowo-wschodniej i po pozyczeniu rowerow udalismy sie na wybrzeze.
Dojechalismy do ujscia rzeki a potem w sprzyjajacym miejscu zakotwiczylismy na piasku. Slonce swieci, niebo niebieskie, fale ladne...dookola piasek, palmy, malutkie kraby i malo ludzi...i znowu mozna by zacytowac slowa podpulkownika..."Żółtki nie surfują!" Na plazy pusto dopiero z biegiem czasu przybylo kilka bladych(bialych) twarzy. Ale i tak pusto...potem ruszylismy na polnoc w kierunku na Danang. I po przedarciu sie przez niewielkie chaszcze objelismy w posiadanie totalnie pusty kawal plazy...dookola zywej duszy. Mozna by ja chyba nazwac poludniowym odcinkiem slawnej China Beach gdzie w latach 60 wyladowaly pierwsze odzialy USA w Wietnamie...coz to taka mala dygresja militarna. Woda ciepla niemozliwie, slona jeszcze bardziej, fale atakowaly wsciekle i zabawy co nie miara. I tylko slonce niby niezbyt mocno grzejace dalo nam popalic...
a potem powrot do Hoi An...ale to juz inna historia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz