poniedziałek, 27 grudnia 2010

Sai gon...

no tak....powinno byc cos jeszcze o Dalat... o walczeniu na podjazdach w upale rowerem bez przerzutek...o pysznej herbacie...wodospadzie ;)...kolejnych podjazdach...o Crazy House...

No ale jest Saigon...nawet nie wiem czy da sie to opisac. Polubilem Hanoi, ale teraz chyba ono spadlo na miejsce nr 2. Tutaj jest inaczej....to miasto pochlania blyskawicznie...upal i duchota, chyba z 30 stopni...i takie moje ujecia....kiedy gdzies na ulicy kiedy wszyscy Wietnamczycy maja przerwe na lunch w pracy,w miejscu gdzie malo bialych sie kreci kobieta przygotowujaca jedzenie w 3 sekundy wywala kogos, przesuwa krzesla, rzuca pudelko z paleczkami, widelcami i w nastepnej sekundzie laduje przedemna talerz z pysznym jedzeniem...Muzeum Pozostalosci Wojennych, moze lekko stronnicze ale i tak robiace wrazenie, a jeszcze inne muzea czekaja na odwiedziny...swieze bia hoi na ulicy...niesamowita knajpa z zarciem tuz pod naszym nosem....pokazujemy palcem i wybieramy co chcemy... wieczorne oswietlenie ulic...parki pelne ludzi, strumienie motocykli. Tu mieszka 8 mln ludzi i jest 5 mln motorow.

Dzisiejsze tunele Cu Chi...

Ciekawe jak tu bedzie w Sylwestra...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz