poniedziałek, 6 grudnia 2010

O jedzeniu, komunikacji i bezcennosci

Nie wiem ile kilometrow przeszlismy - sporo. Jak sie jest na wirusie, to to nie przelewki!! Byla swiatynia literatury, mauzoleum, muzeum i inne budynki ku wiecznej pamieci Ho Chi Min'a, byly jeziora dwa, byly targi roznych roznosci, bylo piwko i obiadek zamawiany z telefoniczna pomoca dwujezycznego kolegi kelnera przybrzeznej knajpki.Chetnie bym napisala co jedlismy, ale pojecia nie mam zielonego! Pytalismy, prosilismy, we wszystkich znanych jezykach swiata i nawet ciala - w odpowiedzi zawsze padala cena! Po wietamsku, po angielsku, wreszcie pisana na rece! Czyzbysmy wygladali na niewyplacalnych? No wiec jedlismy jakies mieso i warzywa i makaron z zupki chinskiej (wietnamskiej), wszystko w fajnym sosie - bylo pycha! A i herbatka wietnamska! Slaba, zielona, aromatyczna - takie lubie wlasnie! I piwko lokalne - Bia Han Oi! Prawie jak herbata - tanie, bardzo slabe i calkiem dobre!

No a zdjecia beda jak tylko odzyskamy bagaze - oby jutro - tam przebywa nadal w podrozy kabelek do aparatu! Tam przebywaja takze: zmiana bielizny, kosmetyczka, apteczka, okulary, letnie ubrania, wlasciwie wszystko co myslalam, ze bedzie potrzebne! W takich sytuacjach mozna sie przekonac co jest NAPRWDE potrzebne! I wyobrazcie sobie wszystko tutaj bylo na bazarku!
Zatem:
majtki - 12000 dongow (2pln), koszulka - 40000 dongow (7pln), skarpetki - 10000 dongow (1,5pln) piwko = 4000 dongow (70gr) - dzien pelen wrazen i trening sztuki targowania - BEZCENNY!!

3 komentarze:

  1. hmm. Aga, ale szczerze, Ty tam w majtkach bez spodni paradujesz???

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, jeszcze nie, mowisz, ze 3 dni w tych samych spodniach to za dlugo?

    OdpowiedzUsuń
  3. "jedlismy jakies mieso" brzmi niebezpiecznie szczegolnie po przeczytaniu postu o pisklaczkach....

    OdpowiedzUsuń