wtorek, 7 grudnia 2010

potrawy lokalne cz. 1

dzisiaj skosztowalem (Aga tylko dokumentowala) smazone pisklaczki w calosci z glowkami, dziubkami. Do tego kalarepa i mieszanka sosu i przypraw wypalajacych wszystko. Do tego maly szczeniak wyjadajacy resztki spod mini stolikow (on nie byl do jedzenia!!!). I zimne Bia Hoi ;) na koniec jest idealne.

Przepakowalismy plecaki i jedziemy dzisiaj do Sapa nocnym pociagiem. Z nadzieja ze nie bedzie padac i da sie cokolwiek zobaczyc.

5 komentarzy:

  1. A jutro Aga spróbuje (a Michał będzie tylko dokumentować) małego szczeniaka, który dziś plątał się pod nogami...

    OdpowiedzUsuń
  2. jak doczytalam " (..) do tego kalarepa i mieszanka sosu .. do tego maly szczeniak .." to myslalam ze spadne z krzesla... Dobrze ze dopisales szybko ze nie do jedzenia!! Uff

    OdpowiedzUsuń
  3. w sumie to...juz mialem okazje skosztowac psiego miesa...ale to juz inna historia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie nie, zadnego szczeniaka jesc nie bede!! Srednio mam chec to nawet dokumentowac! Mam chyba w sobie uspionego wegetarianina, ktory sie wlasnie ocknal!

    OdpowiedzUsuń
  5. a taki maly piesek biegal fajny w sklepie North Face`a ;) ;) ;)

    OdpowiedzUsuń