piątek, 17 grudnia 2010

Nie ma tego zlego... czyli rower za darmo!

A moze by tak przejechac sie tu motocyklem... takie popularne, nie wydaje sie trudne, przepisy ruchu drogowego niby znam, i tak zreszta tu nie obowiazuja, nie trzeba najwyrazniej zadnych dokumentow, przynajmniej nikt o nic nie pyta... kuszace!

Dzisiaj Michal udal sie na wycieczke, zostalam z postanowieniem realizacji swojego motocyklowego pomyslu! Mialam wstac skoro swit i uniknac porannego tloku... zaspalam, obudzil mnie szum motocykli, poranne godziny szczytu, w sam raz na pierwsze kroki na motorze! Zjadlam nalesnika z bananem na sniadanie dla kurazu i odwaznie oswiadczylam w recepcji, ze pragne wypozyczyc motor, choc wcale nie umiem jezdzic! Poprosze automatyczny, maly, w kazdym razie najlatwiejszy, kask i instrukcje obslugi!

Prosze bardzo - tu sie startuje, tu sie przyspiesza, tu sie hamuje, tu sie leje benzyne, tu jest kask, tu jest numer telefonu do hotelu, tu jest numer komorkowy, tu jest stacja benzynowa... no, wszystko.

Moze to wszystko, ale jakos nie czulam sie duzo pewniejsza, przejechalam dziwnymi zrywami 5 metrow lokalnej uliczki... czyzby byla pora na wyjazd na prawdziwa droge? No to jade! Przejechalam 3 metry i przy pierwszym skrecie zrobilam cos nie tak! Glowe daje, nie wiem co sie wydarzylo, wiem jedynie, ze jakies 90 sekund po rozpoczeciu przejazdzki lezalam razem z motorem na srodku wietnamskiej ulicy!

Nie bylo to spektakularne, raczej zalosliwe!! Szybko sie pozbierawszy z pomoca okolicznych gapiow i obslugi hotelowej, purpurowa ze wstydu, ucieklam z powrotem w hotelowy zaulek!

Pani z wypozyczalni opatrzyla mi szybko krwiawiacy palec (to byla mila czesc naszego powypadkowego spotkania) po czym oswiadczyla: "Dalam nowy motocykl, teraz nie nowy, zepsuty, musisz kupic nowy" Czy ja dobrze zrozumialam, ze mam motor odkupic? Przeciez nic mu nie jest! Troche go porysowalam, zgoda, ale zeby od razu nowy motocykl! Pewnie wcale nie bylo nowy i tak! Zreszta, haha, i tak nie mam tyle pieniedzy!

Nie wiem czy mozna to nazwac szczesciem, ale Pani miala na mysli tylko przednia drobna porysowana czesc motocykla, koszt dla turysty - 20 usd! Glowe daje, ze naprawde kosztuje 1/4 tego! Ale za brak rozumu sama wymierzylabymm sobie kare dodatkowa, nawet wyzsza niz 15 usd, wyrok przyjelam z pokora!

Rower Pani wypozyczyla mi za darmo - "bo mam pecha"! Jak milo, ze nazwala moja porazajaca glupote pechem :-)) Taaak! Rower! Dobry, prosty w obsludze, lekki, skretny, znajomy, cudowny rower!! Tak, zdecydowanie lepszy rower!

2 komentarze:

  1. love it! hehe :) dobrze ze nic Ci sie nie stalo.

    Sz.

    OdpowiedzUsuń
  2. O jaa szkoda ze panny Chung nie było. Naprawilaby Tobie motocykl za 25 dongow. No ale w sumie przejazdzka motocyklowa w wietnamie zaliczona

    OdpowiedzUsuń